Budzę się rano… zbyt wcześnie. Wypuszczając psa dostrzegam pasmo mgły osnuwające pobliskie łąki. Szarość przestrzeni jest granicą spotkania dnia i nocy co właśnie następuje. Twoje ślady stóp pozostawione w autobusie już zbliżają się do mnie. Tylko ślady… ale to dowód, że tą przestrzeń można pokonać. Po tak długim czasie ponownie zaczynam wierzyć w realność tej całej sytuacji. Gdybym mogła, pojechałabym na przystanek stanąć przy autobusie przy którym Ty stałeś, do którego wsiadałeś kilkanaście godzin temu. Takie mam małe marzenia, pragnienia… może dla innych śmieszne i nic nie znaczące. Jadę samochodem… niebo zasnuwa się szarością, jedynie błękitny pas lazurowego nieba otwiera przestrzeń słońcu… nastał nowy dzień. Wiele rzeczy jest w nim już określonych, ale wolę skupić się na tych nieznanych, na tych małych niespodziankach, niezapowiedzianych radościach a takie zawsze się pojawiają.
Ślady Twoich stóp już odjechały ale ja wierzę, że kiedyś zostaną choć na chwilę, abyś mógł mnie przytulić, aby Twój głos zabierał mi powietrze, aby milczenie mogło wypełnić przestrzeń między nami a nasza obecność obok siebie nie potrzebowała dopełnienia.
Categories: